— Nie rozumiem, wymieniłaś zamki?! — wybuchnął, ledwo przekroczył próg. — Pół godziny stałem pod drzwiami bez klucza!

— Twoje rzeczy są u Klary — przerwała spokojnie Emma. — Idź do niej, skoro jesteście „stworzeni dla siebie”.

Łukasz zbladł, gardło ścisnęło się konwulsyjnie, szczęka zaczęła mu drżeć.

— Co za bzdura? Jaka Klara?..

— Sophie, masz dziś wolne? — Emma uniosła brwi, patrząc na zmarzniętą fryzjerkę.

Ta, strząsając śnieg z bujnych włosów, pośpiesznie zdejmowała płaszcz.

— Och, Emma, klientka zadzwoniła — pilnie potrzebuje fryzury na ślub. Dosłownie godzinę temu.

— Już jadę — wtrąciła się nerwowo Julia, myląc rękawy. — Pasuje ci? Wpisałam w grafik.

Emma tylko махnęła ręką — ludzie pracują, i to było dobre. Właśnie za tę niemal rodzinną atmosferę kochała swój mały salon.

*

W tej chwili w salonie: Marek robił skomplikowaną koloryzację, cicho rozmawiając z klientką; Lucyna i Pola miały przerwę między manicure, piły herbatę z jabłecznikiem; a Maria przy oknie polerowała narzędzia.

Ciepło, przytulnie, w powietrzu unosił się zapach kawy i kosmetyków do stylizacji.

Telefon w kieszeni zawibrował. Wiadomość od Łukasza:

„Kochanie, dziś się spóźnię. Ważne spotkanie z klientami”.

Emma uśmiechnęła się — zawsze ostrzegał, gdy się spóźniał. Taki troskliwy.

Tydzień temu, bez okazji, kupiła mu ulubione croissanty — po prostu, żeby sprawić mu przyjemność.

Drzwi się otworzyły, wpuszczając podmuch zimnego powietrza.

Na progu stała wysoka młoda kobieta w eleganckim płaszczu z luksusowym futrzanym kołnierzem. Błyszczące kozaki, skórzane rękawiczki w dłoniach.

— Dzień dobry — skinęła chłodno głową, lustrując wnętrze. — Muszę z panią porozmawiać.

— Słucham — odpowiedziała Emma z zawodowym uśmiechem.

— Na osobności — dodała kobieta, poprawiając idealnie ułożone blond włosy.

Ton sprawił, że Emma się spięła. Zaprowadziła nieznajomą do maleńkiego kąta dumnie zwanego gabinetem dyrektorki.

— Nazywam się Klara — kobieta usiadła, zakładając nogę na nogę. — Przyszłam porozmawiać o Łukaszu.

Serce Emmy przyspieszyło, ale twarz pozostała spokojna. Lata pracy z wymagającymi klientami nauczyły ją trzymać emocje na wodzy.

— O jakim Łukaszu?

— O pani mężu — Klara pochyliła się lekko. — Proszę posłuchać… jak pani ma na imię?

— Emma.

— Proszę więc posłuchać, Emmo. Wiem, że jest pani chora. I właśnie dlatego Łukasz nie decyduje się na rozwód.

Boi się panią zranić, boi się, że pani psychika tego nie zniesie. Ale tak dłużej się nie da.

Kochamy się od dawna. Moglibyśmy być szczęśliwi, gdyby nie… ta sytuacja.

Emma patrzyła na nią, czując, jak rzeczywistość zamienia się w dziwny sen.

Łukasz? Ten sam, którego rano pocałowała przed wyjściem do pracy?

Ten, który wczoraj godzinami wybierał wyjazd majówkowy — „gdzie chcesz, skarbie”?

*

— Długo myślałam — kontynuowała Klara, jakby recytowała przygotowaną mowę. — Uczciwie będzie oddać pani połowę mieszkania. Proszę zrozumieć, szantażowanie męża jest niegodne.

Emma wolno wypuściła powietrze. W głowie dzwoniło, ale myśli były boleśnie jasne.

— Muszę to przemyśleć — powiedziała równo. — Porozmawiajmy jutro.

Klara zamrugała nerwowo długimi rzęsami.

— Tak… oczywiście. Proszę zapisać mój numer.

Wieczorem Łukasz wrócił późno, jak zapowiadał. Pachniał swoim zapachem… i obcym, teraz już rozpoznawalnym.

— Jemy kolację? — zapytała Emma, obserwując, jak zdejmuje buty.

— Z przyjemnością — uśmiechnął się, całując ją w policzek. — Co mamy?

— Makaron z owocami morza. Twój ulubiony.

Jadł z apetytem, opowiadał o ciężkim dniu, dopytywał o salon.

Wszystko jak zawsze. Tylko teraz każdy gest wydawał się grą.

„Pięć lat” — dudniło w głowie. — „Pięć lat iluzji”.

Nocą Emma nie spała, słuchając jego spokojnego oddechu. Przypominała sobie ich pierwsze spotkanie, zaloty, oświadczyny.

Kiedy zaczęło się kłamstwo? Od początku czy później? I dlaczego?

To ona prowadziła dom, płaciła rachunki, kupowała prezenty całej jego rodzinie. Organizowała urlopy, pilnowała zdrowia.

A on… tylko rata za drogi samochód. „Status”.

O świcie decyzja była gotowa. Gdy Łukasz wyszedł do pracy, całując ją jak zawsze, Emma wybrała numer z wczoraj.

— Halo, Klara? Tu Emma. Spotkajmy się dziś. Podjęłam decyzję.

Emma starannie składała koszule Łukasza.

Granatowa w kratkę — na ważne spotkania. Biała z mankietami — prezent urodzinowy.

Pięć lat życia zmieściło się w dwóch walizkach i torbie sportowej.

Klara zadzwoniła — w głosie pobrzmiewał triumf.

— Już jadę! Taksówka na dole. Wszystko pani przemyślała?

— Tak — odpowiedziała spokojnie Emma. — Jeśli sprzedajemy mieszkanie, trzeba je najpierw opróżnić.
Spakowałam rzeczy Łukasza. Zabierz je. Z nim porozmawiam sama — wieczorem przyjdzie do ciebie.

*

Zapadła cisza.

— Wie pani… — powiedziała niepewnie Klara — spodziewałam się histerii. A pani jest taka opanowana.

Emma uśmiechnęła się krzywo.

— Życie uczy samokontroli. A cenę podnieście — mieszkanie warte jest trzysta dwanaście tysięcy.

Klara weszła w różowym płaszczu, z markową torebką, na szpilkach mimo gołoledzi.

— Och, jego ulubiony sweter! — szczebiotała. — I spinki, które dałam mu na Nowy Rok!

Emma znieruchomiała. Więc nie „kupił w delegacji”…

— Zabierz wszystko — powiedziała głucho. — Pościel też. Do osobnej torby.

Klara krzątała się, znosząc walizki do taksówki.

— Od razu wiedziałam, że Łukasz jest nieszczęśliwy. Taki mężczyzna nie może żyć z… — zawahała się, rzucając spojrzenie na Emmę. — W każdym razie jesteśmy dla siebie stworzeni.

Emma patrzyła, jak obca kobieta rządzi się w jej domu.

Gdy drzwi się zamknęły, usiadła ciężko na kanapie. Cisza była ogłuszająca.

Telefon znów zawibrował — Łukasz:

„Kotku, zamówisz pizzę na wieczór? Strasznie mam ochotę na coś)))”

O siódmej zadzwonił dzwonek.

W drzwiach stał Łukasz — roztrzęsiony, w panice.

— Nie rozumiem, wymieniłaś zamki?! — zaczął. — Pół godziny stałem…

— Twoje rzeczy są u Klary — przerwała Emma. — Idź do niej.

Zbladł.

— Jakiej Klary?..

— Dość — powiedziała zmęczona Emma. — Była u mnie wczoraj. Wszystko opowiedziała. Nawet o mojej „chorobie”.
Powiedz mi, Łukaszu… kiedy dokładnie zdecydowałeś, że mam zniknąć z twojego życia — przed ślubem czy już po nim?

*

— Kiedy dokładnie zdecydowałeś, że mam zniknąć z twojego życia — przed ślubem czy już po nim? — powtórzyła cicho Emma.

Łukasz otworzył usta, zamknął je, przeczesał włosy dłonią. Znała ten gest — zawsze, gdy nie wiedział, którą wersję wybrać.

— Źle to zrozumiałaś… — wydusił w końcu. — Klara wszystko przekręciła. Ona jest emocjonalna.

Emma uśmiechnęła się bez radości.

— Zapach jej perfum też przekręciła? Spinki? Opowieść o mojej chorobie?
Zrobiłeś ze mnie wygodną ofiarę.

— Bałem się! — wybuchnął. — Jesteś silna, wszystko kontrolujesz. Przy tobie… gubiłem się. A Klara mnie podziwiała.

— Rozumiem — skinęła głową Emma. — Byłam zbyt stabilna. Zbyt dorosła. Zbyt prawdziwa.

*

Wyciągnął do niej ręce.

— Emmo, porozmawiajmy. Zerwałem z nią. Naprawdę.

— Za późno — przerwała. — Nie odszedłeś. Po prostu odebrałeś rzeczy.

Otworzyła drzwi szerzej.

— Dokumenty są w teczce. Jutro składam pozew. Mieszkania nie sprzedajemy — wykupię twoją część.

— To… to już koniec? — zapytał z paniką. — Pięć lat, Emmo.

— Właśnie dlatego nie będzie scen — odpowiedziała spokojnie. — Pięć lat to za dużo, by marnować kolejne na kłamstwo.

Wyszedł cicho. Bez trzasku drzwi.

Emma oparła się o ścianę. Otworzyła okno — zapach makaronu ustąpił zimnemu powietrzu.

Wiadomość od Julii:

„Emmo, jutro możesz przyjść wcześniej? Klientka bardzo cię chce”.

„Tak. Będę” — odpisała.

W nocy zmieniła pościel, nastawiła pranie. Proste czynności przywracały grunt pod nogami.

Przed snem spojrzała w lustro. Zmęczona, ale spokojna.

— Poradziłaś sobie — powiedziała cicho.

Rano wyszła z domu bez oglądania się za siebie.

Czasem koniec nie jest tragedią.
Czasem to jedyny uczciwy początek nowego życia.