Boże Narodzenie zbliżało się wielkimi krokami — zawsze był to ulubiony czas Emmy. Od dzieciństwa. Zapach choinki, mandarynek i cynamonu, migoczące lampki i poczucie cudu.
Ale w tym roku w jej sercu panowała pustka i chłód. Nie było radości, nie było oczekiwania, nie było sił.

Podczas gdy wszyscy wokół pogrążeni byli w świątecznym pośpiechu — kupowali prezenty, planowali menu, przymierzali stroje i śmiali się — Emma marzyła tylko o jednym: zamknąć się w najmniejszym pokoju, odciąć od świata i płakać, aż zabraknie łez.

Miesiąc wcześniej jej świat się zawalił. Mąż, Łukasz, nagle odszedł. I nie zrobił tego po cichu — wylał na nią kubeł brudu, urządzając obrzydliwą awanturę… przy dzieciach.
Krzyczał, że się zmieniła, że stała się zaniedbaną, nieatrakcyjną kobietą, że nie ma już w niej tajemnicy ani ognia.

*

Emma wtedy jakby skamieniała. Stała i płakała w milczeniu.
A ich siedmioletni syn Oliwier podszedł do niej, objął ją i powiedział:
— Mamusiu, jesteś najlepsza. Najpiękniejsza.

Trzyletnia Zosia też wszystko rozumiała na swój sposób. Chwyciła plastikową łopatkę, podeszła do ojca, uderzyła go z całej siły w nogę i krzyknęła:
— Jesteś zły!

Wtedy wyszło na jaw wszystko. Łukasz od dawna miał inną kobietę. Kochankę.
Jak Emma mogła tego nie zauważyć — do dziś nie wiedziała. Ciągłe „delegacje”, nieobecności w weekendy, chłód w spojrzeniu… wszystko było oczywiste.

Emma złożyła pozew o rozwód i podział majątku. Wiedziała, że Łukasz nie odda niczego dobrowolnie — nie taki miał charakter.

Trzymała się tylko dzięki dzieciom. Ale one bardzo tęskniły za ojcem. Już po tygodniu zaczęły pytać, kiedy wróci.

— A co tata da mi na Boże Narodzenie? — zapytała Zosia. — Lalkę?

*

Oliwier również kilkakrotnie wspominał o wymarzonym telefonie.

— Dobrze… porozmawiam z tatą — powiedziała w końcu Emma.

Zebrać się na ten telefon było niezwykle trudno. Gdy usłyszała głos Łukasza, poczuła mdłości — z bólu, gniewu i upokorzenia.

— Przyjdziesz do dzieci na Boże Narodzenie? Bardzo na ciebie czekają — zapytała.

— Do ciebie? Nie wiem, czy dam radę…

— Nie do mnie. Do dzieci — poprawiła.

— Mam wszystko zaplanowane. Spotkania, restauracje… Poza tym Klara będzie przeciwna.

— Łukasz, miej sumienie! Dzieci są niewinne! — wybuchła.

Po chwili ciszy usłyszała:
— Dobrze. Przyjdę. Ale na Boże Narodzenie przyprowadzę Klarę.

Emma zamknęła oczy.
— Dobrze. W takim razie ja też mam warunek…

I w tej chwili zrozumiała, że te święta zapamiętają wszyscy.

*

Emma odłożyła telefon i długo siedziała nieruchomo, patrząc w jeden punkt. Serce biło jej jak oszalałe. Sama nie wiedziała, skąd wzięła się ta nagła determinacja. Ale słowa padły — nie było odwrotu.

Wieczorem, gdy dzieci już spały, wyjęła karton z ozdobami choinkowymi. Ręce jej drżały, ale w środku pojawiał się dziwny spokój. Jeśli Łukasz chciał zamienić święta w pokaz swojej „nowej miłości”, ona nie pozwoli się upokorzyć.

Wigilia nadeszła zbyt szybko.

Dom pachniał pieczonym indykiem i wanilią. Oliwier i Zosia biegali wokół choinki, śmiejąc się radośnie. Tylko Emma co chwilę zerkała na zegar. Punktualnie o dziewiętnastej zadzwonił dzwonek.

— Tata! — krzyknęły dzieci.

Łukasz wszedł pierwszy. Pewny siebie, elegancki. Za nim Klara — wysoka, nienagannie ubrana, z wymuszonym uśmiechem.

— Wesołych Świąt — powiedział chłodno.

— Wesołych Świąt — odpowiedziała spokojnie Emma.

Po rozdaniu prezentów atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta.

— A kto to? — zapytała cicho Zosia.

— To gość taty — odpowiedziała Emma.

Gdy wszyscy zasiedli w salonie, Emma odezwała się:
— Łukasz, pamiętasz mój warunek?

*

— Tak. I co z tego?

— Skoro ty przyprowadziłeś swoją partnerkę, ja też zaprosiłam gościa.

— Jakiego gościa?

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.

— Mojego brata. Prawnika. Tego, który prowadzi naszą sprawę rozwodową — powiedziała z uśmiechem.

Łukasz pobladł.

Marcin wszedł spokojnie, z teczką w ręku.
— Łukasz — zaczął łagodnie — po kolacji możemy omówić szczegóły. Są pewne dokumenty, które mogą cię zainteresować.

Klara wstała gwałtownie.
— O tym mi nie mówiłeś — rzuciła i wyszła.

Drzwi się zamknęły. Łukasz opadł na krzesło.

— Wszystko zaplanowałaś… — wyszeptał.

— Nie — odpowiedziała Emma. — Po prostu chronię swoje dzieci. I siebie.

Boże Narodzenie zakończyło się spokojnie. A Emma, patrząc na migoczącą choinkę, po raz pierwszy od dawna nie czuła bólu.

To nie był koniec.
To był początek nowego życia.