Mieszkanie należało do Anny, a remont powierzyła Tomaszowi: kosztorys, klucze i dostęp do pokoi, w których zostały meble i rzeczy. Kiedy fachowiec pracował, Anna mieszkała u siostry, która wracała do zdrowia po operacji, i pracowała zdalnie. Liczyła na to, że wróci do odnowionego domu, a nie zastanie w nim obcej rodziny.
Na początku wszystko przebiegało spokojnie. Tomasz wysyłał krótkie wiadomości o materiałach i pracach, a Anna się nie wtrącała: właśnie takiego fachowca chciała — takiego, nad którym nie trzeba stać. Potem jednak przestały przychodzić zdjęcia. Na pytania odpowiadał, że zajmuje się wykończeniem i wyśle fotografie wieczorem. Wieczorem zdjęć nie było, za to w wiadomościach pojawiały się kolejne prośby o kilka dodatkowych dni.
Anna starała się nie robić awantury z powodu zwykłego opóźnienia. Rozumiała, że podczas remontu zawsze wychodzi na jaw coś, czego nie uwzględniono w kosztorysie. Kiedy Tomasz napisał, że niektóre prace trzeba było przesunąć, poprosiła tylko, żeby uprzedzał ją o zmianach. Zapewnił, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak temat terminów wrócił jeszcze raz: tym razem Tomasz mówił, że nie zdąży skończyć w ustalonym dniu. Anna przypomniała, że musi wrócić do domu i pracować z własnego mieszkania. Odpowiedział, że postara się przyspieszyć.
Anna postawiła torbę przy drzwiach tuż przed siódmą wieczorem. Zaraz obok nowej szafki na buty stały małe różowe adidasy z szarymi sznurówkami i męskie buty, które rozpoznała: takie nosił Tomasz podczas remontu. Z sypialni wyszła dziewczynka, może ośmioletnia, w domowych legginsach i koszulce z kotem. Spojrzała na Annę i zawołała w głąb mieszkania: „Tato, przyszła jakaś kobieta!”
Przez sekundę Anna pomyślała, że pomyliła drzwi: jej wzrok przesunął się od butów do szafki, potem do znajomej ściany i uchwytu szafy. Wszystko było na swoim miejscu, oprócz rzeczy, których nie powinno tu być. Nie zdążyła nawet postawić torby na podłodze. Dziewczynka patrzyła na nią bez strachu, jak na nieznajomą, która przypadkiem zajrzała do domu, a ten spokój okazał się niemal trudniejszy do zniesienia niż sam bałagan. Anna usłyszała, jak za drzwiami pokoju cichną kroki, ale nie zawołała pierwsza Tomasza.
Tomasz wyszedł z sypialni boso, w domowych spodniach i rozciągniętym T-shircie. Zastygł na widok Anny, a ona od razu dostrzegła za jego plecami łóżko z pomiętą kołdrą, ładowarkę na podłodze i dżinsy na krześle. Przy szafie stał dziecięcy plecak z breloczkiem w kształcie żółtej kaczuszki, a na drzwiach wisiał szkolny mundurek. W pokoju, który Anna zostawiła na czas remontu, ktoś mieszkał. A dziewczynka przed chwilą nazwała fachowca tatą.
Tomasz kazał córce pójść na razie do pokoju. Dziewczynka wzięła tablet i zniknęła za drzwiami. Anna nie podniosła głosu, ale też nie wyszła z progu. Zapytała, dlaczego w jej sypialni leżą dziecięce rzeczy i czemu Tomasz nie uprzedził jej, że przyprowadził tu córkę. Odpowiedział, że mieszkanie i tak stało puste, a remont się przeciągnął. Powiedział, że z córką zatrzymali się tu tymczasowo i nikomu nie przeszkadzali.
Wtedy Anna zrozumiała też praktyczną stronę jego decyzji. Dopóki trwał remont, Tomasz nie musiał szukać ani opłacać innego lokum, a jego córka miała gdzie nocować blisko ojca. Ale nikt nie wynajmował mu mieszkania. Anna dała mu klucze do pracy, a nie do przeprowadzki; nie wiedziała nawet, że ma dziecko. Tomasz zaczął mówić, że tak było mu wygodniej kończyć prace wcześnie rano i że nie uznał za konieczne robić zamieszania z powodu kilku nocy. Anna zapytała, ile dokładnie nocy miał na myśli. Uniknął odpowiedzi.
Anna zdjęła płaszcz, ale nie weszła do sypialni. Poprosiła Tomasza, żeby podał datę, kiedy wywiezie rzeczy i córkę, a potem przychodził już tylko na czas pracy. Powiedziała, że rano mogą razem przejść przez pokoje i spisać, co zostało do zrobienia, ale on nie będzie tu mieszkał. Tomasz zaprotestował, że potrzebuje czasu i nie da się zorganizować przeprowadzki w jeden wieczór. Anna odpowiedziała, że nie żąda natychmiastowego zakończenia remontu: chodzi o to, żeby przestał rozporządzać jej mieszkaniem bez pozwolenia. Tomasz powtórzył, że przesadza i że nie zrobił nic złego.
Kiedy Tomasz wyciągnął rękę po trzymany w dłoni pęk kluczy, Anna zrobiła krok w jego stronę i mu go odebrała. Zacisnęła metal w dłoni, patrząc prosto na fachowca, któremu powierzyła mieszkanie. „Jeszcze dziś zabierz córkę i opuść moje mieszkanie” — ucięła Anna, wyrywając Tomaszowi klucze z ręki…
Tomasz spojrzał na pęk kluczy w dłoni Anny i gwałtownie wypuścił powietrze.
— Oddaj. Jeszcze nie skończyłem.
— W takim razie dokończysz pracę w innym terminie i bez mieszkania tutaj — odpowiedziała. — Teraz spakuj rzeczy.
Zrobił krok w jej stronę, ale Anna się nie cofnęła. Klucze zadźwięczały w jej dłoni. Tomasz zatrzymał wzrok na drzwiach sypialni, jakby liczył na to, że córka zaraz wyjdzie i wszystko się zmieni.
— Sama powiedziałaś, że mieszkanie będzie puste. Musiałem gdzieś nocować, a do końca remontu zostało kilka dni.
— Powiedziałam, że wyjeżdżam do siostry. Nie proponowałam ci, żebyś tu mieszkał.
— Gdybyś była na miejscu, moglibyśmy wszystko omówić.
— Pytałam o terminy. Odpowiadałeś, że jesteś zajęty pracą. Ani razu nie powiedziałeś, że zamieszkałeś w mojej sypialni.
Tomasz skrzywił się. Nie zamierzał przyznać jej racji. Zamiast tego zaczął mówić o trudnościach związanych z córką: nie mógł zostawiać Emmy samej, a przeprowadzki nie da się zorganizować za pstryknięciem palców. Anna nie dociekała, dlaczego nie powiedział o tym wcześniej. W tej chwili ważniejsze było, żeby dziewczynka nie została wciągnięta w ich kłótnię.
— Emmo, weź swoje szkolne rzeczy i spakuj to, czego potrzebujesz na dzisiaj — powiedziała Anna, kiedy dziewczynka ostrożnie pokazała się w drzwiach. — Nie będziemy się kłócić przy tobie.
Tomasz odwrócił się gwałtownie:
— Nie rozkazuj mojej córce.
— Mieszka tu, a ja nawet nie wiedziałam, jak ma na imię. Nie zamierzam jej straszyć. Ale rzeczy trzeba spakować.
Emma patrzyła to na ojca, to na Annę. Tomasz kazał jej przynieść plecak i poszedł za nią do sypialni. Anna została w przedpokoju. Zrezygnowała ze zdejmowania płaszcza. Torba wciąż stała przy drzwiach i teraz była jedyną rzeczą, która przypominała jej o pierwotnym planie: wejść do środka, rozpakować ubrania, wrócić do pracy przy własnym biurku.
Z sypialni dobiegły kroki i szelest otwieranej szafy. Anna wyjęła telefon i zadzwoniła do siostry. Helen wciąż dochodziła do siebie po operacji, a Anna nie chciała dokładać jej zmartwień, ale nie mogła też milczeć.
— Jestem w domu. Tomasz mieszkał tu z córką. Teraz się pakują.
Helen milczała przez chwilę, a potem zapytała, czy potrzebna jest pomoc. Anna odpowiedziała, że na razie sobie poradzi, i poprosiła tylko, żeby nie dzwoniła do Tomasza. Nie chciała, żeby rozmowy z rodziną zamieniły całą sprawę w głośną rodzinną awanturę.
Kiedy Tomasz wyszedł z torbą podróżną, miał napiętą twarz. Emma niosła plecak i małą torbę sportową. Anna zauważyła, że szkolny mundurek został już spakowany, a na rękawie dziewczynki była plama pasty do zębów. Odwróciła wzrok, żeby nie przyglądać się jej rzeczom, jakby miała do tego prawo.
— Narzędzia zostaną do rana — powiedział Tomasz. — Muszę zadzwonić do pomocnika, żeby przyjechał samochodem.
— Dobrze. Ale przyjedziesz po nie o wcześniej uzgodnionej porze. I tylko z pomocnikiem. Będę na miejscu.
— Będziesz mi jeszcze ustalać grafik?
— Ustalam, kto i kiedy wchodzi do mojego mieszkania.
Chciał zaprotestować, ale zobaczył, że Anna nie odwróci wzroku. W końcu poprosił, żeby pozwoliła mu zabrać resztę ubrań rano. Zgodziła się pod warunkiem, że wyśle jej godzinę w wiadomości. Nie rozmawiali wtedy o remoncie. Anna powiedziała tylko, że po wywiezieniu rzeczy sporządzi listę pozostałych prac i porówna ją z kosztorysem.
— A jeśli znajdziesz coś, do czego można się przyczepić, nie odpowiadam za opóźnienie — rzucił.
— Nie zamierzam się czepiać. Zamierzam zapisać, co zostało zrobione, a co nie.
Tomasz uśmiechnął się krzywo i wyszedł. Emma zatrzymała się w progu, poprawiając ramiączko plecaka.
— Już nie będziemy tu spać? — zapytała cicho.
— Nie — powiedziała Anna. — Twój tata znajdzie wam miejsce. Nie zrobiłaś nic złego.
Dziewczynka skinęła głową i poszła za Tomaszem. Anna zamknęła drzwi, ale od razu ich nie zamknęła na klucz. Usłyszała, jak schodzą po schodach, i dopiero wtedy przekręciła klucz w zamku.
Tej nocy prawie nie spała. Nie dlatego, że obawiała się powrotu Tomasza, ale dlatego, że mieszkanie było pełne cudzych śladów. W kuchni stał kubek z zaschniętą herbatą, w łazience na półce leżała dziecięca szczoteczka, a na parapecie w sypialni zostały kredki. Anna niczego nie wyrzucała. Spakowała rzeczy osobiste do osobnego pudełka i postawiła je przy drzwiach, żeby Tomasz mógł rano wszystko zabrać bez szukania po pokojach.
Przed snem zrobiła zdjęcia pomieszczeń. Nie po to, by robić awanturę, ale żeby później nie spierać się o to, w jakim stanie zostawiono ściany, podłogę i meble. Na zdjęciach było widać niedokończone listwy przypodłogowe, opakowania materiałów, odsuniętą szafę i ślady butów na podłodze w korytarzu. Zachowała korespondencję o terminach i odnalazła potwierdzenia przelewów za prace. Wcześniej wydawało jej się, że to przesadna ostrożność: Tomasz sprawiał wrażenie człowieka, z którym można się dogadać. Teraz zapiski były jedynym sposobem, by ustalić, za co już zapłaciła.
Rano przyjechał z Markusem, jednym ze swoich pomocników. Tomasz wszedł pierwszy i od razu skierował się do narzędzi. Anna stała przy wejściu do korytarza i nie przeszkadzała im wynosić skrzynek. Markus przywitał się, nie zadając pytań, i zajął się pudełkami. Tomasz zaś mówił tak, jakby od poprzedniego wieczoru nic się nie zmieniło.
— Zostały jeszcze półki i drzwi. Dokończę, jak będę miał wolny czas.
— Nie. Dalej zajmie się tym inny fachowiec.
Postawił skrzynkę na podłodze.
— Nie znajdziesz nikogo, kto wejdzie w trakcie prac i weźmie odpowiedzialność za cudze niedoróbki.
— To już mój problem.
— A pieniądze za materiały?
Anna pokazała mu wydrukowaną listę przelewów i poprosiła, żeby wymienił materiały, które kupił za własne pieniądze. Tomasz zaczął mówić, że wszystko pamięta, ale nie potrafił od razu podać kwot ani dat. Wtedy zaproponowała, żeby przesłał jej rachunki i spis wykonanych prac na piśmie. Do czasu rozliczenia nie będzie żadnych dodatkowych pieniędzy.
— Czyli mi nie ufasz.
— Po tym, jak zamieszkałeś tu bez pozwolenia, nie mogę już rozliczać się na słowo.
Odwrócił się i dalej pakował narzędzia. Markus wyniósł ostatnie skrzynki, a potem wrócił po długą poziomicę. Przed wyjściem Tomasz położył na szafce jeden klucz i powiedział, że to wszystkie kopie. Anna poprosiła, żeby potwierdził to w wiadomości. Odpowiedział z irytacją, że potwierdzi, i wyszedł bez pożegnania.
Już po godzinie przyszła wiadomość: Tomasz napisał, że zabrał swoje rzeczy i nie będzie więcej przychodził bez uzgodnienia. Nie było w niej ani przeprosin, ani wyjaśnienia, dlaczego uznał, że może zająć cudzą sypialnię. Anna odpisała krótko: „Otrzymałam. Czekam na wykaz prac i rachunki”.
W kolejnych dniach dotychczasowy porządek się rozsypał. Wcześniej Tomasz informował, co kupi albo zrobi, a Anna traktowała to jako część wspólnego planu. Teraz każdą pracę trzeba było sprawdzać osobno. Zadzwoniła do niezależnego fachowca o imieniu Daniel i poprosiła, żeby obejrzał mieszkanie, ale na razie nie kontynuował remontu. Potwierdził, że część wykończenia wykonano poprawnie, ale listwy przypodłogowe nie są zamontowane, dwoje drzwi nie zostało wymienionych, a kilka fragmentów podłogi trzeba sprawdzić i miejscami ułożyć ponownie. Nie ogłosił, że wszystko jest zniszczone, ani nie obiecał, że skończy w jeden dzień. Najpierw sporządził listę, a potem podał koszt pozostałych prac.
To pomogło Annie oddzielić to, co Tomasz rzeczywiście zrobił, od tego, co dopiero zamierzał zrobić. Nie żądała zwrotu pieniędzy za każdą rysę i nie zamierzała płacić za obietnice. Kiedy Tomasz przysłał swój wykaz i rachunki, porównała je z przelewami i pierwotnym kosztorysem. Kilka materiałów opłaciła już bezpośrednio; po jej uwadze Tomasz wykreślił je z rozliczenia. W pozostałych kwestiach uzgodnili zapłatę za wykonaną część prac i osobno zaznaczyli, że remont nie będzie kontynuowany.
Tomasz początkowo upierał się, że przez przerwanie prac stracił czas i Anna powinna zrekompensować mu niedogodności. Nie odpowiedziała mu przez telefon, tylko napisała, że jest gotowa zapłacić potwierdzone wydatki i za wykonaną pracę, ale nie nowe kwoty bez wyjaśnienia. Po kolejnych dwóch wiadomościach przysłał poprawione rozliczenie. Anna przelała uzgodnioną kwotę i zachowała potwierdzenie. Ich ustalenia zmieściły się w kilku linijkach wiadomości i nie wymagały ani obietnic, ani kolejnych spotkań.
Następnego dnia Anna wezwała ślusarza, żeby wymienił wkładkę w zamku. Tomasz oddał swój komplet kluczy, ale i tak chciała mieć pewność, że nie da się już wejść do mieszkania starym kluczem. Potem Daniel rozpoczął prace według nowej listy. Anna nie wyjeżdżała już na cały okres remontu: pracowała przy kuchennym stole, a wieczorami odbierała materiały i sprawdzała, co dokładnie przywieziono.
Kiedy wyniesiono ostatnie narzędzia, sypialnia znów opustoszała. Anna pościeliła łóżko własną narzutą, pudełko z kredkami przekazała Helen, żeby oddała je Emmie, i postawiła torbę podróżną przy drzwiach. Tym razem nie musiała się zastanawiać, czyje miejsce zajmuje. W mieszkaniu zostały niedokończone ściany i lista prac, ale klucze leżały w jej kieszeni, a wieczorna cisza znów należała tylko do domu.