Klara otworzyła drzwi i usłyszała głos, którego absolutnie nie spodziewała się w swoim domu.
— Michał, spójrz na ten bałagan! Kobieta powinna dbać o porządek, to jej obowiązek, a nie włóczyć się po nocach w pracy.

W salonie, rozłożona wygodnie na kanapie, siedziała Izabela. Dwie torby pod ścianą, reklamówki z zakupami na stole — teściowa przyjechała ze wsi bez żadnego uprzedzenia.

— Klara, nareszcie jesteś — Izabela zmierzyła ją krytycznym spojrzeniem.
— Michał mówił, że pracujesz po nocach. To nie jest normalne. Mężczyzna powinien zarabiać, a żona siedzieć w domu, a nie harować u obcych ludzi.

— Mamy wspólny budżet, mama o wszystkim wie — Michał obracał telefon w dłoniach, unikając spojrzenia.

— I właśnie tu jest problem! — Izabela uderzyła dłonią w stół. — Od dziś będziecie mieć oddzielny budżet! Ty jesteś mężczyzna, ty zarządzasz pieniędzmi, a jej przelewasz na jedzenie i mieszkanie. Żeby wiedziała, kto tu rządzi.

Klara nalała sobie wody i bez słowa poszła do łazienki. Siedem lat z Michałem nauczyło ją jednego: z teściową nie da się dyskutować. Nigdy.

*

Wieczorem Izabela posadziła syna przy stole i zaczęła ofensywę.

— Michał, mówię całkiem poważnie. Ty jesteś żywicielem, a u was co? Ona też pracuje, pieniądze do jednego worka, a kto decyduje? Ona! Kobieta nie powinna trzymać pieniędzy, to męska sprawa.

— Mamo, wszystko ustalamy razem…
— Ustalamy! — przerwała mu. — A kto ostatecznie decyduje? No właśnie. Musisz przejąć kontrolę. Będziesz jej przelewał na jedzenie i rachunki codziennie, a resztę zostawiasz dla siebie.

— Mamo, daj spokój…
— Mam wysokie ciśnienie… — Izabela złapała się za pierś, przymknęła oczy teatralnie. — Michał, ja tak się o ciebie martwię, serce mi pęknie…

— Dobrze, mamo, dobrze. Jak chcesz, tylko się uspokój.

Klara stała w korytarzu i słuchała. Michał znowu się poddał. Jak zawsze.

Rano przyszła wiadomość:
„Klara, mama nalega na oddzielny budżet. Spróbujmy, dopóki tu jest. Będę przelewał na jedzenie i rachunki. Wytrzymaj”.

Klara przeczytała wiadomość dwa razy, po czym wyszła do kuchni.
Izabela siedziała z notesem, już coś wyliczając — jakby to ona była gospodynią tego domu.

*

Klara postawiła czajnik, czując na sobie badawczy wzrok teściowej. Izabela nie zamierzała czekać — otworzyła notes jak protokół narady i postukała długopisem w blat.

— Proszę, Klara, zrobiłam listę wydatków na tydzień. Musisz zrozumieć, że za pieniądze odpowiada mężczyzna — zaczęła moralizatorsko. — Dlatego powinnaś nauczyć się żyć z tego, co daje ci Michał.

Klara podeszła bliżej.
— A jesteś pewna, Izabelo, że to w ogóle zadziała? — zapytała spokojnie, wręcz chłodno.

Teściowa prychnęła.
— Ja tak żyłam całe życie! I ty też dasz radę. Najważniejsza jest dyscyplina. Kobieta musi…

Nie dokończyła. Czajnik zagwizdał ostro, jakby sam podkreślając napięcie. Klara nalała sobie herbaty i usiadła naprzeciwko Izabeli.

— Zobaczymy — powiedziała cicho, ale stanowczo.

Już wieczorem „oddzielny budżet” zaczął się sypać.

Michał wrócił zmęczony, ale z miną człowieka, który sam nie rozumie, w co się wpakował. Położył na stole kopertę z pieniędzmi.

— To… na tydzień. Jak mama mówiła — wymamrotał. — Powinno wystarczyć.

Klara zerknęła na kwotę i skinęła głową bez emocji.
— W porządku. Dam radę.

Izabela siedząca w fotelu parsknęła z satysfakcją.
— Widzisz, Michał? Wszystko idzie jak trzeba.

*

Klara milczała. Ale kiedy przyszło do przygotowania kolacji, rzeczywistość uderzyła mocniej niż zasady.

W reklamówkach brakowało połowy produktów. Można było ugotować tylko jedno: makaron bez sosu.
Klara otworzyła lodówkę, zamknęła ją i odwróciła się w stronę teściowej.

— Izabelo, nie mogę przygotować normalnej kolacji. Lista, którą zrobiłaś, nie wystarcza dla rodziny.

— To gotuj z tego, co masz! — przecięła ostro. — Nie takie rzeczy kobiety potrafią.

— Mamo… — Michał skrzywił się. — Może jednak…

— Michał! — przeszyła go wzrokiem. — Jesteś mężczyzną. Nie ośmieszaj się.

Klara nic nie powiedziała. Postawiła na stole trzy talerze z gołym makaronem.
Izabela spojrzała, uniosła brwi.

— To co to ma być? Gdzie mięso? Gdzie sałatka? Ty sobie żartujesz?

Klara skrzyżowała ramiona.
— To wszystko, na co pozwala nasz „oddzielny budżet”. Wiesz przecież, kto tu rządzi.

Michał spuścił głowę.

Izabela otworzyła usta, by wybuchnąć, ale Klara przerwała jej:

— I jutro będzie to samo. I pojutrze. Dokładnie tak długo, jak obowiązują twoje zasady. Chciałaś porządku — wykonuję.

Cisza spadła na stół jak ciężka zasłona. Michał jadł w milczeniu. Izabela dłubała widelcem makaron, jakby ją to osobiście obrażało.

Następnego ranka „oddzielny budżet” runął całkowicie.

Izabela pierwsza weszła do kuchni.
— Klara, tak się nie da! Michał, synku, skończ ten cyrk. Twoja żona sobie nie radzi!

— Radzę sobie — odparła Klara spokojnie, nalewając kawę. — Po prostu zgodnie z twoimi zasadami.

*

Michał, jeszcze zaspany, oparł się o framugę.
— Mamo… może już wystarczy? To przecież absurd. Dobrze nam było, dopóki nie zaczęłaś ingerować.

Izabela zrobiła wielkie oczy.
— Ja chciałam jak najlepiej! Chciałam wam pomóc!

Klara podała jej filiżankę herbaty.
— Chciałaś kontrolować. Ale rodzina to nie kontrola. Ani kary. Ani system, w którym kobieta ma dziękować za okruszki.

Teściowa spuściła wzrok.

Michał podszedł do Klary i objął ją za ramiona — pierwszy raz od dawna tak szczerze.
— Odwołuję wszystko. Przepraszam, że uległem presji. Będziemy decydować razem. Tak, jak nam wygodnie, a nie komuś innemu.

Proste słowa, bez patosu — a jednak Klara poczuła, że ciężar w jej piersi rozpływa się powoli.

Izabela usiadła, zmęczona, jakby nagle postarzała się o dziesięć lat.
— Nie pomyślałam, że tak to wyjdzie. Chciałam dobrze.

— To po prostu nie przeszkadzaj — powiedział łagodnie Michał.

Teściowa tylko skinęła głową.

A Klara po raz pierwszy od dawna poczuła, że ten dom jest naprawdę ich.
I że jej głos brzmi tu tak samo głośno, jak każdy inny.