Kiedy Tomasz odszedł do Klary, która była od niego młodsza o osiemnaście lat, Emma została sama w ich trzypokojowym mieszkaniu. Postanowili na razie nie przyspieszać rozwodu i rozstać się bez awantur. Tomasz zapewniał, że nie rości sobie praw do wspólnego majątku i zabiera tylko walizkę, a Emma próbowała zrozumieć, jak będzie teraz żyć w domu, w którym wszystko przypominało jej męża.

Przez pierwsze dni co chwilę łapała się na tym, że nasłuchuje odgłosów w przedpokoju. Potem przypominała sobie: Tomasz już nie wróci po swoją zwyczajową filiżankę kawy ani nie zapyta, gdzie leżą jego klucze. Nie przestawiała mebli ani nie chowała jego rzeczy, które zostały w szafie. Po prostu mijała zamknięte drzwiczki i zajmowała się codziennymi sprawami, starając się nie podejmować pochopnych decyzji.

Ostatniego dnia Tomasz starannie układał wykrochmalone koszule w drogiej skórzanej walizie. Mówił o spokojnym rozstaniu, o tym, że oboje powinni zacząć nowe życie, i prosił Emmę, żeby nie robiła scen. W przedpokoju, żegnając się, postukał kluczami w drewnianą skrzynkę starej maszyny do szycia „Lunera”. Maszyna należała wcześniej do babci Emmy. Tomasz od dawna chciał się jej pozbyć, a Emma przykryła skrzynkę szydełkową serwetką i używała jej jako stolika na klucze i rachunki. Wtedy też nic nie powiedziała.

Tydzień później zadzwoniła nieznajoma kobieta. Przedstawiła się jako Helena, matka Klary, i bez powitania oświadczyła, że muszą pilnie się spotkać. Emma zgodziła się na następny dzień, w małej kawiarni przy parku. Do tej pory mogła jeszcze myśleć, że Tomasz po prostu odszedł, a każde z nich ułoży sobie życie osobno. Teraz jednak nie dawał jej spokoju pewny siebie, obcy głos: dlaczego matka jego nowej partnerki chciała spotkać się właśnie z nią?

Emma przyszła do kawiarni trochę wcześniej i wybrała stolik przy oknie. Za szybą szumiały drzewa, a przy sąsiednich stolikach dźwięczały filiżanki. Kilka razy spojrzała na zegarek, ale nie zamówiła niczego, dopóki nie pojawiła się Helena. Nie wiedziała, czego się spodziewać po tym spotkaniu, i chciała najpierw usłyszeć, po co ją zaproszono.

Helena przyszła punktualnie, z nienagannie ułożonymi włosami i jedwabną apaszką. Obrzuciła Emmę szybkim spojrzeniem, usiadła naprzeciwko i sama przywołała kelnera. Zamówiła zieloną herbatę w pękatym dzbanku i wielowarstwowe ciastko, jakby przyszła nie rozmawiać o cudzym życiu, lecz załatwić z góry ustaloną sprawę. Emma zamówiła czarną kawę bez cukru i czekała na wyjaśnienia.

— Tomasz to wspaniały mężczyzna, Klara może na nim polegać — zaczęła Helena, rozkładając serwetkę na kolanach. — Ale przez waszą wspólną przeszłość mają teraz trudne warunki.

Emma zapytała, co dokładnie ma na myśli. Helena odpowiedziała, że Tomasz wprowadził się do niej i Klary. Mieszkają w zwykłym dwupokojowym mieszkaniu: w jednym pokoju mieszka sama Helena, a w drugim młodzi. Tomasz jest poważnym, zapracowanym człowiekiem i potrzebuje gabinetu — wyjaśniła — a w ciasnocie trudno mu pracować i odpoczywać. Emma słuchała, starając się nie pokazać, jak bardzo dotknęło ją to pewne siebie wyliczanie cudzych niedogodności.

Kiedy przyniesiono herbatę i ciastko, Helena przysunęła talerzyk do siebie i mówiła dalej już bez ogródek. Emma jest teraz sama, stwierdziła, a zatem nie potrzebuje dużego mieszkania. Trudno o nie dbać, rachunki są wysokie, a poza tym nie ma sensu zajmować tylu pokoi. Jej słowa brzmiały tak, jakby Helena już wszystko postanowiła i przyszła tylko przedstawić warunki.

Następnie wyjawiła plan Tomasza: Emma miała przeprowadzić się do mieszkania Heleny, a Tomasz z Klarą zająć jej trzypokojowe lokum. Helena zaproponowała, by sformalizować zamianę, żeby Emma rzekomo czuła się spokojniejsza. Jej zdaniem Tomasz miał moralne prawo do przestronnego mieszkania, ale był zbyt szlachetny, by dzielić majątek przez prawników. Młodzi, dodała, muszą jeszcze wychować dzieci. W tej propozycji było wszystko oprócz pytania, czy sama Emma zgadza się oddać swój dom.

Emma odstawiła filiżankę na spodek i powiedziała, że nie podejmie żadnej decyzji o zamianie, dopóki nie porozmawia z Tomaszem i nie pozna swoich praw. Nie zamierzała przeprowadzać się pod cudzym naciskiem i prosiła Helenę, by więcej nie przedstawiała życzenia Tomasza jako czegoś już uzgodnionego. Helena nie ustąpiła: powtórzyła, że to rozsądne rozwiązanie dla wszystkich, i znów zaczęła mówić o ciasnocie, gabinecie i pustych pokojach. Emma zrozumiała, że spokojna prośba jej nie powstrzymała.

Wtedy Emma wstała, gwałtownie odsuwając krzesło, i spojrzała Helenie prosto w oczy.

— Ani mieszkania, ani kluczy ode mnie nie dostaniecie — ucięła Emma, z impetem odsuwając krzesło tak, że jego nogi zgrzytnęły o podłogę…

Helena nie przeprosiła. Odsunęła tylko nieco talerzyk i spojrzała na Emmę z irytacją, jakby ta zepsuła jej obiad.

— Nie ma potrzeby robić sceny z powodu zwykłej propozycji — powiedziała. — Tomasz liczył na to, że podejdzie pani do tego rozsądnie.

— W takim razie powinien był sam ze mną porozmawiać — odparła Emma.

Helena uśmiechnęła się kpiąco i przypomniała, że Tomasz rzekomo chciał załatwić wszystko polubownie. Emma nie wdawała się w spór. Położyła na stole pieniądze za kawę i wyszła, zostawiając Helenę z herbatą i ciastkiem. Na ulicy trzęsły jej się ręce, ale tym razem nie zdezorientowania. Szła na przystanek i myślała o tym, że słowa męża o walizce i braku roszczeń padły tylko między nimi — nie podpisali żadnych dokumentów.

Tomasz nie odebrał od razu. Emma krótko opowiedziała mu, że Helena zaproponowała jej przeprowadzkę, a jego z Klarą chciała ulokować w ich mieszkaniu.

— Wyraziła się ostrzej, niż ją prosiłem — powiedział po chwili. — Chciałem, żebyście omówiły możliwe rozwiązanie.

— Prosiłeś ją, żeby rozmawiała o zamianie?

— Powiedziałem, że masz duże mieszkanie, a im brakuje miejsca. To nie znaczy, że od razu trzeba się kłócić.

Emma zatrzymała się przed witryną zamkniętego sklepu. Jeszcze niedawno próbowałaby uspokoić Tomasza, wyjaśnić, że nie jest zła, i zaproponować, żeby porozmawiali później. Tak było łatwiej: on podejmował decyzję, a ona łagodziła niezręczną sytuację i jej skutki. Teraz nie dobierała słów tak, by jemu było lżej.

— Nie zgodziłam się na przeprowadzkę. I nie chcę, żebyś przekazywał mi swoje odpowiedzi przez Helenę. Jeśli zamierzasz zmienić ustalenia, powiedz mi o tym sam.

— Jakie ustalenia? Przecież jeszcze niczego nie podzieliliśmy.

— Właśnie. Dlatego nie będzie żadnych zamian ani obietnic w moim imieniu.

Westchnął, nazwał tę rozmowę nieprzyjemną i poprosił, żeby nie zmieniała rozwodu w walkę. Emma powiedziała, że też tego nie chce, ale zakończyła rozmowę. Po raz pierwszy od wielu lat nie wróciła do niej, żeby złagodzić jej zakończenie.

Następnego dnia wyjęła z szafy teczkę z dokumentami dotyczącymi mieszkania. Sprawdziła papiery przechowywane razem z rachunkami, znalazła stare wyciągi i zapiski dotyczące opłat. Nie chciała podejmować decyzji na podstawie tego, co powiedział Tomasz albo co Helena postanowiła za niego. Umówiła się na konsultację ze specjalistą od spraw majątkowych związanych z rozwodem i zabrała ze sobą teczkę.

Spokojnie jej wyjaśniono, że sama ustna obietnica nie wystarczy, by uznać sprawę za rozstrzygniętą. Trzeba ustalić, jak uregulowana jest kwestia mieszkania, jakie dokumenty mają obie strony i na co są gotowe się zgodzić. Żadna automatyczna zamiana nie wchodziła w grę, a Emma nie powinna niczego podpisywać, nie przeczytawszy i nie zrozumiawszy dokumentów. Wyszła z listą dokumentów do zebrania i po raz pierwszy od dawna poczuła, że przynajmniej następny krok wybiera sama.

Wieczorem napisała Tomaszowi, że jest gotowa rozmawiać o rozwodzie i majątku bezpośrednio, po konsultacjach, ale nie przeprowadzi się do mieszkania Heleny. Zaproponowała, żeby on również zasięgnął niezależnej porady i umówili się na spotkanie, gdy oboje będą mieć dokumenty. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: nie chciał prawników ani formalności, przecież żyli razem tyle lat.

Emma przeczytała wiadomość jeszcze raz i odpisała, że wspólnie spędzone lata nie zastąpią jasnych ustaleń. Jeśli Tomasz nadal zamierza zostawić jej mieszkanie, niech potwierdzi to podczas rozmowy o warunkach, a nie za pośrednictwem cudzych słów. W odpowiedzi przysłał krótkie: „Porozmawiamy później”.

Następnego dnia zadzwoniła Helena. Zapytała, czy Emma zdążyła wszystko przemyśleć, po czym znów zaczęła mówić o ciasnym dwupokojowym mieszkaniu, gabinecie dla Tomasza i zbędnych pokojach w trzypokojowym lokum. Emma nie wyliczała od nowa swoich argumentów.

— W sprawie mieszkania proszę rozmawiać z Tomaszem. I dopiero wtedy, gdy sami omówimy dokumenty.

— Zawsze była pani taka uparta? — zapytała Helena.

— Po prostu nie będę decydować za niego ani za panią.

Helena się rozłączyła. Nie przeprosiła ani nie próbowała zrozumieć, dlaczego Emma nie chce zmieniać mieszkania. Kilka dni później Tomasz poprosił, żeby mogła odebrać pozostałe rzeczy. Wcześniej Emma sama zaproponowałaby dogodną porę, spakowała jego koszule i sprawdziła, czy nie zapomniał ładowarki. Teraz odpisała, że rzeczy leżą w szafie i może zabrać je w sobotnie popołudnie. Nie zamierzała pakować tego, co mógł spakować sam.

W sobotę przyszedł sam. W przedpokoju zatrzymał się przy starej maszynie do szycia i przesunął palcami po krawędzi drewnianej skrzynki, ale nic nie powiedział. Emma wyniosła z pokoju pudło z jego książkami. Resztę Tomasz spakował do walizki, z którą wyjechał za pierwszym razem.

— Mama powiedziała, że nie chciałaś nawet rozważyć tej propozycji — odezwał się.

— Rozmawiam o tym z tobą. Ale najpierw chcę wiedzieć, na co właściwie mielibyśmy się umówić.

Tomasz postawił walizkę na podłodze. Wyglądał na zmęczonego, ale nie na zdezorientowanego.

— Myślałem, że uda nam się obejść bez osób z zewnątrz.

— W takim razie nie powinieneś był zlecać Helenie decydowania, gdzie mam mieszkać.

Nie odpowiedział. Zabrał pudło i poprosił, żeby zostawiła mu część poczty, jeśli coś przyjdzie na stary adres. Emma powiedziała, że zadzwoni, jeśli znajdzie ważny list, ale nie będzie już pilnować jego rachunków ani dokumentów. Tomasz spojrzał na nią, jakby usłyszał coś niespodziewanego, ale nie zaprotestował.

Spotkali się jeszcze raz, gdy każde z nich zebrało dokumenty i zasięgnęło porady. Rozmowa była trudna i rzeczowa. Tomasz przyznał, że początkowo rzeczywiście chciał, by Emma ustąpiła mu mieszkanie, ale przedstawiał to nie jako żądanie, lecz wygodne rozwiązanie. Emma przypomniała mu, że sam mówił, iż odchodzi tylko z walizką. Odpowiedział, że nie zamierza się wycofywać ze swoich słów, ale teraz chce, by warunki zostały jasno określone i by Helena nie brała udziału w rozmowach.

Tego dnia niczego nie podpisali. Każde zabrało projekt ustaleń do sprawdzenia, a po pewnym czasie wróciło z uwagami. Ostatecznie zapisali, że Emma zostaje w mieszkaniu, a Tomasz nie będzie żądać, by się z niego wyprowadziła dla niego i Klary. Pozostałe kwestie dotyczące majątku również uwzględnili w dokumentach, zamiast pozostawiać je na podstawie ustnych obietnic i przyszłych rozmów.

Helena więcej nie dzwoniła. Tomasz od czasu do czasu pisał w konkretnych sprawach, a Emma odpowiadała, kiedy mogła, nie rezygnując z własnych planów dla jego wygody. W mieszkaniu wszystko zostało na swoim miejscu: półki, rachunki i maszyna stojąca przy wejściu. Zmieniło się tylko to, że klucze leżały teraz w małej miseczce przy drzwiach, a nie czekały na powrót kogoś, kto miał zaraz wejść.