— Nie, twoja mama nie przyjdzie tu na Boże Narodzenie — powiedziała spokojnie Emma do męża.

 

 

*

 

 


Łukasz, mówię poważnie. Zadzwoń do niej teraz i powiedz, że spędzamy święta tylko we dwoje.

Emma stała na środku kuchni i patrzyła na męża. Jej dłonie same zacisnęły się w pięści — dzień był strasznie ciężki, w gabinecie stomatologicznym panował istny chaos: pacjenci jeden po drugim, krzyki, łzy, histerie. A teraz jeszcze to.

Łukasz odwrócił się do okna. Jego ramiona napięły się pod szarą koszulką.

— Emma, ona już wszystko zaplanowała.

— Nie, twoja mama nie przyjdzie tu na Boże Narodzenie. Co ona znowu zaplanowała, nie pytając mnie?

— Kupiła produkty, będzie gotować.

— Gotować? — Emma poczuła, jak coś w niej pęka. — Łukasz, spójrz na mnie.

Powoli się odwrócił. Twarz czerwona, spojrzenie uciekające — klasyczny Łukasz, gdy wiedział, że wpadł.

— Ustaliliśmy to miesiąc temu — mówiła Emma wolno, wyraźnie akcentując każde słowo. — Pamiętasz? Siedzieliśmy przy tym stole, powiedziałam: spędźmy Boże Narodzenie spokojnie, tylko we dwoje, bez zamieszania. Zgodziłeś się. Powiedziałeś, że to świetny pomysł, że też jesteś zmęczony.

— Pamiętam, ale mama zadzwoniła przedwczoraj…

— I nie potrafiłeś powiedzieć „nie”.

*

— Emma, no jak mogłem? Małgorzata jedzie do córki, siostra z wnukami chorują, mama została sama!

Emma zamknęła oczy i policzyła do pięciu. To zawsze pomagało — nauczyła się tego jeszcze w pierwszym roku pracy jako recepcjonistka, gdy pacjenci urządzali awantury o kolejkę.

— Twoja mama jest dorosłą kobietą — powiedziała, otwierając oczy i patrząc prosto na Łukasza. — Może spędzić święta z przyjaciółkami. Albo siostra jednak ją przyjmie — wnuki nie leżą na OIOM-ie, to tylko katar.

— Emma, to jest moja mama!

— A ja kim jestem? — pytanie zawisło w powietrzu.

Łukasz milczał. Emma widziała, jak się waha, szuka słów, próbuje znaleźć argument, który wszystko naprawi. Nie znajdzie. Bo ich nie było.

— Jestem twoją żoną — kontynuowała. — Czwarty rok. Poprosiłam cię o jedną rzecz — żebyśmy po raz pierwszy spędzili Boże Narodzenie tylko we dwoje. Zgodziłeś się, a teraz okazuje się, że twoja mama wszystko już postanowiła. A ty oczywiście nie odważyłeś się jej odmówić.

— Nie mów tak…

— A jak mam mówić? Nazywam rzeczy po imieniu.

Emma odwróciła się i wyszła z kuchni. W korytarzu było ciemno, paliła się tylko lampka nocna przy drzwiach. Zdjęła służbowy strój — białą bluzkę i czarne spodnie — i wrzuciła je do kosza na pranie. Założyła domowe ubrania: miękkie spodnie i stary sweter Łukasza, który dawno stał się jej ulubionym.

Usiadła na łóżku, zakrywając twarz dłońmi. Głowa pulsowała. Osiem godzin w dusznym gabinecie, pacjentka z atakami paniki, strach przed fotelem dentystycznym, potem korki, półtorej godziny w autobusie. I teraz to.

*

Telefon zawibrował. Zofia.

„Em, jak się masz? Widzimy się jutro?”

Palce same wystukały odpowiedź:
„Teściowa przyjeżdża na Boże Narodzenie. Łukasz zaprosił ją bez pytania mnie”.

Po dziesięciu sekundach telefon zadzwonił.

— Emma, żartujesz?! — Zofia nawet się nie przywitała. — On kompletnie oszalał?

— Nie, nie żartuję.

— Przecież się umówiliście! Sama mówiłaś, że chcecie być tylko we dwoje!

— Mówiłam. Ale jego mama zadzwoniła i nie potrafił odmówić.

— Boże… — Zofia głośno wypuściła powietrze. — Em, i co teraz?

— Nie wiem. Mówię mu: zadzwoń, odwołaj. A on: jak mogę, przecież ona jest sama.

— Sama?! — głos Zofii podskoczył o oktawę. — Ma pół dzielnicy koleżanek, ma siostrę! Em, słuchaj, możesz przyjechać do nas na święta. Miejsca wystarczy, rodzice wyjechali na wieś.

— Dzięki, Zofia. Ale to jest moje mieszkanie. Dlaczego ja miałabym wyjeżdżać?

Emma spojrzała w ciemne okno, w którym odbijało się jej zmęczenie, i nagle zrozumiała: rozmowa w kuchni była dopiero początkiem.
Bo prawdziwe pytanie miało paść później… i zmienić wszystko.

*

Emma siedziała jeszcze długo, nie ruszając się. Telefon zgasł, pokój wypełniła cisza, przerywana tylko szumem samochodów za oknem. Z kuchni dobiegały stłumione kroki — Łukasz chodził tam i z powrotem, jakby szukał wyjścia, którego nie było.

Wstała powoli, jakby jej ciało ważyło dwa razy więcej, i wróciła do kuchni. Łukasz odwrócił się natychmiast, jakby na nią czekał.

— Nie chcę się kłócić — powiedział pierwszy. Głos miał cichy, niemal winny. — To tylko… Boże Narodzenie.

— Właśnie dlatego — odpowiedziała Emma. — To święta. Dom. Ludzie, z którymi wybierasz być.

Przeciągnął dłonią po włosach i usiadł.

— Stawiasz mnie przed wyborem.

— Nie — pokręciła głową. — Ja tylko pokazuję ci, że już go dokonałeś. Beze mnie.

— To nieprawda.

— Prawda — powiedziała spokojnie. I ten spokój był straszniejszy niż krzyk. — Nie zapytałeś mnie. Postawiłeś mnie przed faktem. A teraz oczekujesz, że to zaakceptuję, bo „to przecież mama”.

Zamilkł. Po raz pierwszy tego wieczoru — naprawdę.

*

— Jestem zmęczona byciem na drugim miejscu — kontynuowała. — Zmęczona dostosowywaniem się. Zmęczona świadomością, że moje „my” zawsze jest po jej „ona”.

— Nie wiedziałem, że aż tak cię to boli…

— Właśnie — przerwała. — Nie wiedziałeś. Bo nie myślałeś.

Zapadła cisza. Długa, ciężka. Łukasz powoli wyjął telefon i spojrzał na ekran, jakby ważył go w dłoni.

— Jeśli teraz do niej zadzwonię… — zaczął i urwał.

— Zadzwoń nie dlatego, że ja tego żądam — powiedziała Emma. — Tylko dlatego, że to twoja decyzja. Jeśli robisz to pod przymusem — to nie ma sensu.

Skinął głową. Przez chwilę tylko siedział, po czym nacisnął „połącz”.

Emma wyszła do pokoju i zamknęła drzwi. Nie podsłuchiwała. Siedziała na łóżku, licząc uderzenia serca. Rozmowa była krótka. Zbyt krótka.

Gdy Łukasz wszedł, był blady.

— Powiedziała, że już zamówiła taksówkę na jutro — powiedział głucho. — I że… skoro tak zdecydowałem, to znaczy, że nie jest tu mile widziana.

— A ty? — zapytała Emma.

— Powiedziałem, że ją kocham. Ale że mam rodzinę. I że Boże Narodzenie spędzamy we dwoje.

Patrzyła na niego uważnie, jakby widziała go po raz pierwszy.

— Jak się z tym czujesz? — zapytała cicho.

*

— Źle — odpowiedział szczerze. — Ale… właściwie.

Emma powoli wypuściła powietrze. Nie było triumfu. Nie było zwycięstwa. Tylko zmęczenie i ostrożna ulga.

— Nie chcę, żebyś mnie za to nienawidził — powiedziała.

— Boję się czegoś innego — usiadł obok. — Że gdybyś dziś milczała, ja dalej udawałbym, że wszystko jest w porządku.

Skinęła głową.

— Boże Narodzenie to dobry moment, by przestać kłamać. Nawet jeśli prawda jest niewygodna.

Łukasz ujął jej dłoń. Niepewnie, jakby sprawdzał, czy wolno.

— Spróbujmy naprawdę — powiedział. — Nie „jakoś”, tylko razem.

Emma spojrzała na ich splecione palce i po raz pierwszy tego wieczoru poczuła ciepło.

— Spróbujmy — odpowiedziała. — Ale to był ostatni raz, gdy walczyłam o miejsce we własnym domu.

Skinął głową. Bez usprawiedliwień. Bez sprzeciwu.

Za oknem zapaliły się świąteczne światła, a miasto powoli przygotowywało się do Bożego Narodzenia.
A w tym mieszkaniu po raz pierwszy od dawna zapanowała cisza — nie z napięcia, lecz z jasności.