Tomasz właśnie wrócił z nocnej zmiany w centrum logistycznym. Zmęczony, wykończony, marzył tylko o ciszy i spokoju. Zamiast tego trafił w sam środek emocjonalnej eksplozji, która rozsypała jego uporządkowany świat na kawałki.
A zaczęło się od tego, że Helena znowu weszła do mieszkania swoim zapasowym kluczem. Już szósty raz w tym miesiącu. Emma obudziła się z poczuciem czyjejś obecności w sypialni. Otworzyła oczy i zobaczyła sylwetkę teściowej stojącej przy łóżku i wpatrującej się w śpiącego syna.
— Czy ona zwariowała? — wyszeptała Emma do siebie, gdy Helena cichutko wyszła z pokoju.
Przy śniadaniu teściowa wyjaśniła, że chciała tylko sprawdzić, czy Tomasz dobrze śpi po ciężkiej pracy. „Serce matki nie zna spokoju” — dodała z powagą. Emma milczała, ale w środku gotowała się jak lawa.
Kiedy Tomasz wrócił do domu, wszystko w końcu wybuchło.
— Wiesz w ogóle, co twoja mama wyprawia?! — Emma chodziła po kuchni, gestykulując. — Wchodzi do naszej sypialni jak do siebie! Sprawdza, jak śpisz! Mam trzydzieści lat, Tomek, a czuję się jak w przedszkolu pod okiem opiekunki!
Tomasz usiadł ciężko na taborecie. Głowa dudniła mu od pracy, a teraz jeszcze od krzyku żony.
— Em, nie krzycz tak. Mama się tylko martwi. Przecież ona nie robi tego ze złej woli.
To była ostatnia kropla. Emma odwróciła się do niego, a Tomasz zobaczył w jej oczach coś nowego. Nie złość — lodowatą determinację.
— Nie ze złej woli? Posłuchaj siebie! Twoja matka zamieniła nasze mieszkanie w przejściowy korytarz! Ma klucze do wszystkiego, przychodzi kiedy chce, zagląda gdzie chce! A ty wciąż usprawiedliwiasz jej… obsesyjną kontrolę!
*
— To nie jest obsesja, — bronił się Tomasz. — Jest samotna, przeżywa…
— Samotna? — Emma zaśmiała się krótko i gorzko. — Tomek, ona nie jest samotna. Ona jest kontrolująca. I chce kierować naszym życiem. A co najgorsze — skutecznie, bo jej na to pozwalasz!
Tomasz poczuł się jak między młotem a kowadłem. Z jednej strony żona — naprawdę cierpiąca przez zachowanie jego matki. Z drugiej — matka, dla której był całym światem.
— Em, porozmawiajmy spokojnie. Pójdę do niej, wytłumaczę…
— Wytłumaczysz? — Emma stanęła przy nim. — Już setki razy tłumaczyłeś. Efekt? Zaczęła przychodzić jeszcze częściej! Chodzi po mieszkaniu jak cień!
Emma spojrzała przez okno. Na ławce pod blokiem siedziała Helena. Udawała, że czyta gazetę, ale co chwilę patrzyła w ich okna.
— Popatrz, Tomek. Twoja mama. Siedzi i obserwuje nasze okna jak… strażnik. Jak stalker.
Tomasz podszedł bliżej. Widok, który wcześniej uważał za normalny, teraz wyglądał inaczej.
— No siedzi… I co w tym złego?
Emma spojrzała na niego z rozpaczą w głosie.
— Ty naprawdę nie rozumiesz? Albo nie chcesz zrozumieć? Ona nas śledzi! Wie, kiedy wychodzimy, kiedy wracamy, kiedy jesteśmy w domu! Zna nasz grafik lepiej niż my sami! A ty mówisz: „co w tym złego”?
Tomasz poczuł irytację. Był wykończony, chciał tylko odpocząć.
— Emma, przestań. Tak, mama czasem przesadza. Ale nie jest zła! Po prostu mnie kocha i chce wiedzieć, że wszystko u nas dobrze!
— Kocha? — Emma zmrużyła oczy. — Tomek, ona nie kocha ciebie. Ona kocha kontrolować ciebie.
— Nie mów bzdur!
— Bzdur? Dobrze. To odpowiedz na jedno pytanie. Kiedy ostatnio podjąłeś jakąkolwiek decyzję w naszym domu bez konsultacji z mamusią?
Tomasz zamarł.
— O czym ty mówisz?
*
— O wszystkim. O kanapie — konsultowałeś. O remoncie — konsultowałeś. Tapety wybieraliśmy pod jej gust. A pamiętasz moją pracę? Kto wmówił ci, że żona powinna pracować blisko domu?
Tomasz milczał. Fakty same zaczęły układać się w logiczną całość.
— Em, to chyba normalne pytać rodziców o zdanie…
— Zdanie? Tomek, ona nie daje zdań. Ona daje wytyczne. A ty je wykonujesz.
Emma podała mu telefon.
— Zróbmy test. Zadzwoń do niej i powiedz, że zmieniamy zamki. Bez tłumaczeń. Po prostu informacja.
Tomasz zacisnął palce na telefonie.
— Ona się obrazi…
— A ja jestem obrażona od miesięcy! Mieszkam w domu, gdzie nie mam prywatności! Gdzie twoja mama może wejść do sypialni, kiedy śpię — i to jest normalne?!
Emma usiadła naprzeciwko niego.
— Tomek, nie proszę cię o zerwanie kontaktu. Proszę o granice.
Nagle usłyszeli przekręcający się klucz w drzwiach.
— Halo, dzieci! Wróciłam! Nie było was w oknie, to przyszłam sprawdzić, czy wszystko w porządku!
Emma spojrzała na Tomasza. Jej wzrok mówił: „I co teraz?”
Helena weszła do kuchni z siatką pełną jedzenia.
— Tomuś, ugotowałam ci rosół. I ziemniaczki z mięsem! A ty, Emma, widzę, ostatnio mało gotujesz…
Emma zacisnęła szczęki.
— Dziękuję, Heleno, ale radzę sobie.
— Oczywiście, oczywiście — machnęła ręką teściowa. — Ale domowe jedzenie matki jest zdrowsze. Prawda, Tomku?
Tomasz siedział jak na szpilkach.
— Mamo… nie trzeba było…
*
— Przestań! Ja tu tylko pomagam. A, Emma, widziałam, że w łazience odchodzi płytka. Tomek musi to naprawić w weekend.
Emma zbladła.
— Kiedy pani to zauważyła?
— No… rano. Weszłam tylko na chwilę. Chciałam zobaczyć, jak Tomuś śpi…
— A po drodze zajrzała pani do łazienki — tak?
Helena poczerwieniała.
— To nieistotne!
Emma wstała powoli.
— Heleno, czy naprawdę nie widzi pani, że to jest przekraczanie wszelkich granic?
— Jakich granic?! — oburzyła się teściowa. — To mieszkanie mojego syna!
Helena uniosła podbródek, jakby Emma obraziła coś więcej niż jej zachowanie — jakby naruszyła jej prawo do istnienia.
— To mieszkanie mojego syna! — powtórzyła głośniej. — Mam prawo wiedzieć, jak żyje!
— Ale nie ma pani prawa wchodzić bez zapowiedzi i zaglądać do wszystkich pomieszczeń, — odpowiedziała Emma lodowato spokojnym tonem. — Tomasz ma swoją rodzinę. A rodzina potrzebuje prywatności.
Helena przycisnęła siatkę do piersi, jakby ktoś próbował ją jej wyrwać.
— Ja tylko się troszczę…
— Troska nie polega na kontrolowaniu — przerwała Emma. — Troska to również szacunek. A pani tego szacunku nam nie daje.
Tomasz wstał. Czuł, że to moment, którego nie może znowu unikać.
— Mamo… Emma ma rację.
Helena spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Ty też? Tomuś, ja cię sama wychowałam! Sama! Wszystko dla ciebie!
— I jestem ci za to wdzięczny, — powiedział łagodnie Tomasz. — Ale teraz żyję tutaj. Z Emmą. I to jest nasz dom. Musisz to szanować.
*
— Przeszkadzam? — jej głos zrobił się cienki, drżący. — Jestem ciężarem?
— Nie. Ale przekraczasz granice. I to musi się skończyć. Klucze… musimy je zabrać.
Helena osłupiała.
— Co takiego?! Tomasz?!
Podał jej dłoń.
— Klucze, mamo.
Cisza zgęstniała tak, że prawie dało się ją kroić. Emma stała obok nieruchomo — wiedziała, że to ich rozmowa. Że Tomasz musi ją przejść sam.
W końcu Helena wyciągnęła z torebki pęk kluczy i wcisnęła mu je w rękę z dramatycznym gestem.
— Nie spodziewałam się tego po własnym synu, — wyszeptała. — Ale trudno. Przeżyję.
Odeszła szybkim krokiem i zatrzasnęła za sobą drzwi tak mocno, że drgnęły szklanki w szafce.
Emma westchnęła i opadła na krzesło. Po raz pierwszy od miesięcy poczuła, że w płucach mieści się powietrze.
Tomasz patrzył na klucze w swojej dłoni — jakby sam nie wierzył, że to się wydarzyło.
— Em… zrobiłem dobrze?
Emma uniosła na niego wzrok. W jej oczach pojawiło się coś nowego — spokój.
— Tak. Dobrze.
*
Usiadł obok niej i położył dłoń na jej dłoni.
— Przepraszam, że nie widziałem wcześniej. Naprawdę nie rozumiałem, jak ci było ciężko.
— Ważne, że teraz rozumiesz. I że oboje będziemy pilnować granic.
Tomasz skinął głową.
— Zmienimy zamki. Dzisiaj.
Emma uśmiechnęła się lekko — nie triumfująco, a ciepło.
Za oknem wiatr poruszył gałęziami drzew, a podwórko wydawało się inne — spokojniejsze. Jakby należało wreszcie do nich.